,,Opowieści z głębin”
🐢
Ocean tego dnia był wyjątkowo spokojny.
Promienie słońca przenikały przez taflę wody i wędrowały coraz głębiej, rozświetlając koralowce, morskie trawy i niewielkie muszle spoczywające na piaszczystym dnie.
Konik morski i Baltazar płynęli razem. Nie mieli wyznaczonego celu.
I chyba właśnie dlatego nigdzie się nie spieszyli.
Baltazar opowiadał o miejscach, które odwiedził przed laty.
O dalekich wodach, niezwykłych rafach i prądach morskich, które potrafiły ponieść podróżnika bardzo daleko od domu.
Konik słuchał z zainteresowaniem, ale jak zwykle jego uwagę co chwilę przyciągało coś nowego.
Raz zatrzymywał się przy niewielkiej muszli.
Za chwilę obserwował maleńką rybkę ukrywającą się pomiędzy koralowcami.
Po chwili zachwyciły go pęcherzyki powietrza wędrujące ku powierzchni.
Baltazar przyglądał mu się z rozbawieniem.
— Z tobą każda podróż trwa dwa razy dłużej powiedział w końcu.
Konik morski odwrócił się w jego stronę.
— Przecież sam mówiłeś, że nie trzeba się spieszyć!
Baltazar zatrzymał się.
Przez chwilę patrzył na swojego małego przyjaciela, po czym roześmiał się serdecznie.
— Chyba zaczynam żałować, że cię tego nauczyłem ale płynęli dalej.
Wkrótce dotarli w okolice wysokich skał.
Światło docierało tutaj słabiej, a ocean przybierał głębszy, bardziej tajemniczy odcień błękitu.
Nagle konik morski stanął.
— Baltazarze…
— Co się stało?
— Spójrz.
Pomiędzy dwiema skałami znajdowało się niewielkie przejście.
Było tak wąskie, że z daleka można było go w ogóle nie zauważyć.
Ale konika zainteresowało coś jeszcze.
Z głębi szczeliny wydobywało się delikatne błękitne światło.
Baltazar podpłynął bliżej.
Przyglądał się miejscu przez chwilę.
— Dziwne — powiedział.
— Co ?
— Nigdy wcześniej go nie widziałem.
Konik spojrzał na niego z niedowierzaniem.
— Ty? Przecież znasz cały ocean!
Baltazar uśmiechnął się.
— Och, mały przyjacielu… nawet bardzo długie życie nie wystarczy, żeby poznać wszystkie tajemnice oceanu.
Konik morski ponownie spojrzał na szczelinę.
Ciekawość zwyciężyła.
— Sprawdzę, co jest po drugiej stronie.
Baltazar zmierzył wzrokiem wąskie przejście.
— Ty możesz. Ja chyba musiałbym zostawić pancerz tutaj.
Konik spojrzał na niego.
I obaj wybuchnęli śmiechem.
— Poczekaj na mnie! — zawołał konik i zniknął pomiędzy skałami.
Baltazar został sam.
Minęła chwila.
Potem druga.
Stary żółw spoglądał na szczelinę coraz uważniej.
Aż wreszcie zza skał dobiegł podekscytowany głos:
— Baltazarze! Musisz to zobaczyć!
— Bardzo chętnie! — odpowiedział. — Ale nadal jestem żółwiem!
Po chwili zza skały wychyliła się niewielka głowa konika.
Najpierw spojrzał na Baltazara.
Potem na przejście.
Rzeczywiście.
Nie było najmniejszej szansy.
— Poczekaj! — zawołał. — Znajdę inną drogę.
Zniknął ponownie.
Tym razem trwało to trochę dłużej.
Baltazar cierpliwie czekał.
W końcu konik wrócił.
Był wyraźnie podekscytowany.
— Znalazłem!
— Co znalazłeś?
— Drogę dla ciebie. Płyń za mną.
I wtedy wydarzyło się coś, czego konik morski jeszcze nigdy nie doświadczył.
To on popłynął pierwszy.
Baltazar ruszył za nim.
Mały konik prowadził starego podróżnika wzdłuż wysokiej skalnej ściany.
Minęli niewielką grotę, opłynęli ogromny głaz i wpłynęli pomiędzy dwa skalne wzniesienia.
A potem ocean nagle się przed nimi otworzył.
Konik zatrzymał się.
Baltazar również.
Przed nimi znajdowała się ukryta zatoka.
Na jej dnie rosły delikatne koralowce, których końcówki połyskiwały błękitnym światłem. Pomiędzy nimi przemykały maleńkie rybki przypominające srebrne iskierki.
Wysoko nad nimi przez niewielką szczelinę pomiędzy skałami wpadała smuga światła.
Padała dokładnie na środek zatoki.
Woda migotała.
Przez chwilę żaden z nich się nie odezwał.
Nawet Baltazar, który podczas swoich licznych podróży widział niezliczone miejsca, patrzył przed siebie w milczeniu.
Konik zerknął na niego.
— Naprawdę nigdy tutaj nie byłeś?
— Nigdy.
W głosie starego żółwia nie było rozczarowania.
Był zachwyt.
Konik wyprostował się z dumą.
— Czyli dzisiaj to ja pokazałem coś tobie.
Baltazar odwrócił głowę i spojrzał na swojego przyjaciela.
— Tak.
Po chwili dodał:
— I mam nadzieję, że zrobisz to jeszcze wiele razy.
Usiedli obok siebie na piaszczystym dnie.
Tego dnia Baltazar nie opowiadał o dalekich podróżach.
Nie dawał konikowi żadnych rad.
Nie próbował również tłumaczyć mu oceanu.
Nie było takiej potrzeby.
Bo tego dnia sam został zaproszony do świata, którego wcześniej nie znał.
Przez swojego małego przyjaciela.
Kiedy ruszyli w drogę powrotną, Baltazar pozwolił konikowi ponownie płynąć pierwszemu.
— Wiesz, Baltazarze — powiedział konik — całkiem dobrze mi idzie prowadzenie.
Stary żółw uśmiechnął się.
— Tylko się za bardzo nie przyzwyczajaj.
I znowu obaj się roześmiali.
Ocean przyjął ich śmiech i poniósł go gdzieś daleko pomiędzy skały.
A ukryta zatoka została za nimi.
Od tej chwili była jednak czymś więcej niż kolejnym pięknym miejscem.
Stała się ich wspólnym odkryciem.
🩵
,,Przesłanie”
W prawdziwej przyjaźni nie zawsze ta sama osoba zna odpowiedź.
Nie zawsze ten sam człowiek wskazuje drogę.
Czasami ktoś prowadzi nas przez wiele lat, dzieląc się doświadczeniem i mądrością.
A potem przychodzi dzień, kiedy role się zmieniają.
I okazuje się, że również my możemy pokazać mu coś, czego jeszcze nie widział.
Bo przyjaźń nie potrzebuje jednego przewodnika.
Raz Ty pokażesz mi drogę.
Innym razem ja pokażę ją Tobie.
A kiedy odkryjemy coś pięknego najważniejsze jest to, że mamy obok kogoś, z kim możemy się tym podzielić.



Facebook Comments