Podróż minęła szybciej, niż się spodziewał, choć każda mila wydawała się cięższa niż zwykle.
Armand nie poganiał konia.

Wiedział, że pośpiech nie przyspieszy tego, co już się wydarzyło.
Dwór kuzynki przywitał go ciszą.
Nie było w niej spokoju ogrodu Serafiny była to cisza oczekiwania.
Zapach ziół i naparów unosił się w korytarzu. Służba mówiła półgłosem.
Gdy wszedł do pokoju, zobaczył ją mniejszą, niż zapamiętał.
Choroba odbierała nie tylko siły, lecz i światło z twarzy.
Usiadł przy łóżku.
— Armand… — wyszeptała słabo, próbując się uśmiechnąć.
Ujął jej dłoń. Była chłodna, lecz uścisk wciąż ten sam — znajomy, rodzinny.
Rozmawiał z lekarzem spokojnie. Pytał rzeczowo.
O czas , rokowanie i dalsze leczenie.
Słuchał uważnie. Zapamiętywał każde słowo. Analizował.
Chciał wiedzieć wszystko.
W sercu rodziła się nadzieja, że mimo choroby odzyska siły.
I przyjdzie czas, gdzie ponownie będą mogli wybrać się na wspólny spacer po lesie, który otaczał dwór.
Jednak, gdy odpowiedzi milknęły, jego myśli wymykały się poza pokój.
Widział ogród.

Widział róże.
Widział Serafinę stojącą w półcieniu drzew.
Zapach bukietu, który postawiono w wazonie przy łóżku, mieszał się z zapachem ziół.
Róże wniosły do pokoju coś, czego nie potrafił nazwać jakby obecność kogoś, kto potrafi pomyśleć o bólu bez słów.
Spojrzał na nie uważniej.
Nie były ułożone, aby zachwycać.
Były ułożone, by trwać.
I nagle uderzyła go myśl, której nie chciał przyznać głośno — nawet przed sobą.
Czy wróciła już do obrazu?
Czy jej dłonie znów prowadzą pędzel z tą samą pewnością?
Czy zatrzymała się na dłużej, niż planowała?
Próbował odsunąć te pytania.
Nie był to dobry moment. Ale myśli nadal przychodziły, jakby nie chciały go opuścić.
Kuzynka poruszyła się niespokojnie.
Poprawił poduszkę. Podał wodę.
Skupił się na jej oddechu.
Ale serce, raz poruszone, nie daje się łatwo przywołać do porządku.
Czuł lekkie ukłucie winy.
Nie dlatego, że myślał o Serafinie.
Lecz dlatego, że myśli te pojawiały się w chwili, która powinna należeć wyłącznie do chorej.
Zrozumiał wtedy coś prostego i trudnego zarazem.
Człowiek może być w jednym miejscu ciałem ,
a w dwóch sercem.
Nie oznacza to braku troski.
Oznacza to, że uczucia nie pytają o odpowiedni moment.
Wieczorem usiadł przy oknie.
Z oddali słychać było szum drzew.
Spojrzał jeszcze raz na róże.
Wiedział, że gdy tylko stan kuzynki się ustabilizuje, wróci.
Nie po to, by uciec.
Lecz by dokończyć to, co zostało rozpoczęte w ciszy ogrodu.
Chciał zobaczyć obraz.
Nie dlatego, że był ciekaw kompozycji.
Lecz dlatego, że chciał zobaczyć, czy w świetle płótna odnajdzie to, co dziś zrozumiał bez słów.
Bukiet stał przy łóżku.
Lekki.
Cichy.
Piękny.
Przypominał , że nie każda obecność wymaga dotyku.
Czasem wystarczy myśl.
A czasem wystarczy wiedzieć, że ktoś czeka
nie z niecierpliwością lecz ze spokojem.



Facebook Comments