Armand podziękował przyjacielowi za gościnę.
Choć tajemniczy ślad i zaginiony list wciąż pozostawały bez odpowiedzi, nie pozwolił, aby niepewność odebrała mu spokój.
Postanowił o świcie wyruszyć do Dworu.
Czuł, że właśnie tam kolejny fragment tej historii zacznie odsłaniać swoje tajemnice.
Następnego poranka Serafina i jej ojciec ruszyli na poranną przejażdżkę.
Leśny zapach koił ich serca, a promienie słońca przenikały przez korony drzew, rozświetlając paprocie i stare konary.
Nie potrzebowali zbyt wielu słów.
Cisza tej wspólnej przejażdżki była dla nich równie cenna jak rozmowa.
Po pewnym czasie zatrzymali konie na rozległej łące.
Zeszli z siodeł i wsłuchali się w cichy szept natury…
Łąka mieniła się barwami bieli i złota jakby sama natura rozłożyła przed nimi najpiękniejszy kobierzec.

W oddali rozbrzmiewał śpiew ptaków, a lekki wiatr poruszał źdźbła traw, niosąc ze sobą ciszę, której nie zakłócał żaden pośpiech.
Ojciec i córka szli obok siebie bez słów.
Nie potrzebowali rozmowy.
Wystarczała im obecność drugiego człowieka i spokój tej niezwykłej chwili.
Oboje czuli, że są szczęśliwi, mogąc wspólnie podziwiać piękno natury, która zdawała się otulać ich swoim cichym szeptem.
Ale spacer po łące powoli dobiegał końca dlatego ruszyli w stronę koni.
Przez chwilę szli w ciszy, wsłuchani nadal w śpiew ptaków i spokojny rytm natury, a promienie słońca wciąż delikatnie tańczyły pośród wysokich traw.
W końcu ojciec spojrzał na Serafinę z łagodnym uśmiechem.
— Powiedz mi…,czy udało Ci się już dokończyć obraz moja droga ?
Serafina uniosła wzrok.
— Tak, Ojcze. Ostatnie pociągnięcia pędzla należały już tylko do cierpliwości.
Ojciec skinął głową z wyraźnym zadowoleniem.
— Bardzo się cieszę. Wierzę, że będzie zachwycał tak samo, jak wszystkie Twoje dzieła.
Po krótkiej chwili dodał spokojnym głosem:
— Niebawem znajdzie swojego nowego właściciela.
Słowa ojca zatrzymały się w sercu Serafiny.
Na moment zamyśliła się, lecz nie odpowiedziała.
Spojrzała jedynie przed siebie, jakby pewna myśl cicho przemknęła przez jej duszę.
Nie zdradziła jednak tego, co naprawdę nosiła w sercu.
Po chwili oboje dosiedli koni i ruszyli dalej, a wiatr poniósł ich myśli w stronę wydarzeń, które miały dopiero nadejść.
Jeszcze tego samego wieczoru, gdy słońce powoli chowało się za horyzont, Serafina stanęła przy oknie swojej pracowni.

W dłoni wciąż trzymała pędzel, lecz jej wzrok wędrował gdzieś dalej…, a myśli bładziły wsród róż kołysanych przez wiatr…
Czy próbowała odnaleźć odpowiedź?
A może wracała myślami do rozmowy, która pozostawiła w jej sercu więcej pytań niż odpowiedzi…
Ciąg dalszy wkrótce.




