Lawenda i rozmaryn- duet pełen harmonii 🌿💜

Drodzy,

Mam przyjemność przedstawić Wam moją kolejną kompozycję z kolekcji :

„Ogrodowe Kompozycje Kasi”.

Niektóre powstają z planu. Inne rodzą się z chwili, inspiracji i zwykłej radości tworzenia.

Tak właśnie było z tą donicą.

Połączyłam lawendę, którą uwielbiam za jej zapach, delikatność i niezwykły kolor, z rozmarynem – rośliną o wyjątkowym charakterze, pięknej zieleni i wielu praktycznych zastosowaniach.

Rozmaryn od lat rośnie również w moim ogrodzie. Jest bardzo wytrzymały, szczególnie w angielskim klimacie.

Niektórzy z Was mogli zauważyć na moich wcześniejszych filmach, że już zimą pojawiały się na nim pierwsze kwiaty.

W tym roku kwitł od stycznia aż do maja, zachwycając swoją odpornością i urodą.

Uwielbiają go również motyle.

To jeden z tych widoków, które sprawiają, że człowiek zatrzymuje się na chwilę i po prostu podziwia naturę.

Czasem mam wrażenie, że motyl tańczy z rozmarynem w rytmie własnej melodii.

Gdy jego kwitnienie dobiega końca, swoją porę rozpoczyna lawenda.

To piękny proces harmonii, w którym rośliny wzajemnie się uzupełniają, sprawiając, że ogród przez wiele miesięcy pozostaje pełen życia, koloru i zapachu.

Rozmaryn cenię nie tylko za jego wygląd i odporność.

Od lat znajduje również zastosowanie w mojej kuchni, podobnie jak lawenda, która coraz częściej pojawia się nie tylko w ogrodach, ale również w kulinarnych inspiracjach.

Obie rośliny pięknie sprawdzają się także po wysuszeniu.

Ich naturalny aromat potrafi na długo zatrzymać w domu zapach lata i ogrodu.

Jak możecie zauważyć, całość zamieszkała w kremowej donicy o wyjątkowej, kamiennej fakturze.

Nie bez powodu wybrałam właśnie ten model.

To ona nadaje kompozycji spokojny i naturalny charakter.

Jej jasny, kremowy kolor pięknie podkreśla fiolet lawendy oraz głęboką zieleń rozmarynu.

Zależało mi również na trwałości.

Przez lata przekonałam się, że wiele lekkich donic plastikowych z czasem traci swój pierwotny wygląd.

Potrafią się rysować, odbarwiać pod wpływem słońca, a niekiedy również pękać lub ulegać uszkodzeniom.

Dlatego coraz częściej wybieram donice o solidniejszej konstrukcji i wyrazistej fakturze, które nie tylko pięknie prezentują się w ogrodzie, ale również zachowują swój urok przez długie lata.

Poniżej możecie zobaczyć początki tej kompozycji oraz to, jak wygląda dzisiaj.

Uwielbiam obserwować takie przemiany.

To właśnie one przypominają mi, że najpiękniejsze rzeczy potrzebują czasu, aby w pełni rozkwitnąć.

Jeśli podobają się Państwu moje kompozycje i chcieliby Państwo dowiedzieć się więcej o możliwości ich zamówienia, zapraszam do kontaktu mailowego.

Wkrótce pokażę Wam kolejne nowe inspiracje ogrodowe.

Bądźcie ze mną na bieżąco, ponieważ ogród nieustannie się zmienia, a każda pora roku przynosi nowe pomysły, kolory i inspiracje.

📧 Kontakt:

słowazogrodu.kf@gmail.com

Katarzyna Fabczak

Le Baron i budowa ogrodowej fortecy

Drodzy.

Jak wiecie w moim ogrodzie ostatnio sporo się dzieje.

Niektórzy z Was na bieżąco obserwują bieżące wydarzenia bezpośrednio z mojego ogrodu.

A ja cieszę się, że mogę Wam pokazać każdy ciekawy moment nowego życia.

W nowym tygodniu pokazałam Wam moją kolejną kompozycje z lawendy i rozmarynu.

Więcej na ten temat można przeczytać w kategorii: Ogrodowych Kompozycji Kasi 🌿

A niedawno do mojej ogrodowej zielonej rodzinki dołączyły również nowe jeszcze nierozwinięte bulwy.

Widzieliście je na filmiku, który opublikowałam dla Was jakiś czas temu.

A skoro moja ogrodowa rodzinka się powiększyła, poczyniłam już odpowiednie przygotowania w tym zakresie.

Jak wygląda aktualnie sytuacja drodzy ?

Baron pierwszy postanowił pokazać swoją siłę i energię, a z każdym dniem staje się coraz większy.

Muszę przyznać, że rośnie w imponującym tempie i coraz wyraźniej zaznacza swoją obecność w tej części ogrodu.

Dalhia Le Baron

Po jego lewej stronie swoje miejsce zajmuje Lady Howard, która również pięknie się rozwija i nie zamierza pozostawać w tyle.

Howard

Z kolei Lady Otto, choć początkowo była nieco bardziej nieśmiała, coraz śmielej nadrabia dystans i każdego dnia pokazuje, że także ma ambicje.

I również pragnie zachwycać swoim pięknem.

Otto

W ostatnich dniach rozpoczęłam również budowę kamiennej fortecy dla całej trójki.

Pierwszy raz układam takie kamienie w swoim ogrodzie.

Metodą prób i błędów, obserwuję, przestawiam, poprawiam i szukam najlepszego rozwiązania.

I właśnie to lubię najbardziej.

Ogród nie musi być idealny od pierwszego dnia. Może rozwijać się razem z nami.

Jestem bardzo ciekawa, jak ten zakątek będzie wyglądał za kilka tygodni, gdy Baron, Lady Howard i Lady Otto pokażą swoje kwiaty w pełnej okazałości.

A wtedy z przyjemnością pokażę Wam efekty naszej wspólnej ogrodowej przygody.

Dziękuję wszystkim tym wspaniałym osobom, które są ze mną w tej ogrodowej podróży.

A szczególnie dziękuję za piękne zdjęcia i wszelkie pomysły oraz wskazówki., które przesyłacie.

Z sercem dla Was 🍀

Katarzyna

Konik morski i zagubiona gwiazda

Noc była spokojna.

Ocean kołysał się delikatnie, a srebrny księżyc odbijał się w wodzie niczym świetlista ścieżka prowadząca ku horyzontowi.

🌛

Mały konik morski płynął powoli pomiędzy morskimi trawami.

Lubił takie noce.

Wtedy ocean wydawał się szeptać swoje najpiękniejsze tajemnice.

Nagle zauważył coś niezwykłego.

Pośród ciemnoniebieskiej wody migotało maleńkie światełko.

Raz pojawiało się, a raz znikało.

Konik podpłynął bliżej.

Okazało się, że była to mała morska gwiazda.

Nie rozgwiazda.

Prawdziwa gwiazda.

Maleńka iskierka światła, która zabłąkała się pomiędzy falami.

Dlaczego jesteś taka smutna? — zapytał konik morski.

Bo zgubiłam swoje miejsce na niebie — odpowiedziała cicho gwiazda.

Konik spojrzał w górę.

Nad oceanem migotały tysiące innych gwiazd.

Może już nigdy tam nie wrócę — westchnęła.

Przez chwilę oboje milczeli.

Potem konik morski uśmiechnął się łagodnie.

Wiesz… kiedy patrzę na ciebie, nadal świecisz.

Ale nie jestem tam, gdzie powinnam być.

Być może — odpowiedział. — Ale dziś rozświetlasz ocean.

Gwiazda zamyśliła się.

Nigdy wcześniej nie spojrzała na to w ten sposób.

Przez chwilę wydawało jej się, że wszystko straciła.

A tymczasem jej światło nadal było potrzebne.

Może tylko w innym miejscu niż wcześniej.

Powoli zaczęła świecić jaśniej.

A ocean wokół rozbłysnął tysiącem srebrnych refleksów.

Konik morski spojrzał na nią z uśmiechem.

Bo wiedział już coś, czego gwiazda dopiero się uczyła.

Czasem życie zmienia nasz kurs.

Nie zawsze trafiamy tam, gdzie planowaliśmy.

Ale dopóki niesiemy w sobie światło,
nadal możemy rozjaśniać drogę innym.

🩵

Z nadzieją w sercu

Drzewa uczą cierpliwości,

ptaki odwagi,

a każdy nowy dzień przypomina,

że warto iść dalej.

🕊️

Złote Myśli ✨

Cisza, która nie dawała odpowiedzi.

Noc otuliła statek spokojem.

Po raz pierwszy od wielu godzin na pokładzie nie było słychać pośpiesznych kroków, nawoływań ani odgłosów wylewanej za burtę wody.

Załoga spała.

Zmęczona walką z tajemniczym deszczem i ciężkimi kroplami, które jeszcze niedawno zalewały pokład.

Morze wydawało się spokojne.

Zbyt spokojne.

Szafira stała przy burcie.

Nie mogła zasnąć.

Jej wzrok błądził po ciemnej tafli wody, która odbijała srebrne światło księżyca.

Coś nie dawało jej spokoju.

Nie potrafiła tego nazwać.

Nie był to strach.

Nie było też żadnego zagrożenia, które mogłaby dostrzec.

A jednak czuła, że coś się zmieniło.

Jakby samo morze wstrzymało oddech.

Daleko nad górami przesuwały się resztki chmur.

Pomiędzy nimi błyszczał księżyc.

Wąski i srebrzysty.

Przypominający strażnika czuwającego nad przejściem pomiędzy skalnymi ścianami.

Szafira spojrzała ku horyzontowi.

Wydawało jej się, że góry są bliżej niż wcześniej.

Znacznie bliżej.

Jakby powoli zamykały wokół nich swoją kamienną bramę.

W tym samym czasie Obsydian sprawdzał mapy.

Rozłożone jedna obok drugiej.

Po raz kolejny próbował ustalić ich położenie.

Liczby się zgadzały.

Ale kierunek nie.

Zmarszczył brwi.

Spojrzał na kompas.

Igła zadrżała.

Przez chwilę wskazała północ.

Potem zachód.

Następnie obróciła się jeszcze raz.

Jakby sama nie wiedziała, gdzie znajduje się statek.

Obsydian milczał.

Nie powiedział o tym Szafirze, która z lekkim niepokojem spoglądała w dal i głębię cichego morza. 

Jakby wiedziała, że między górami kryje się coś czego nikt potrafił zrozumieć. 

Obsydian odłożył kompas i w ciszy zastanawiał się szukając odpowiedzi której nie było. 

Ale były pytania.

Coraz więcej myśli zaprzątało jego głowę. 

Na pokładzie nadal panowała błoga cisza.

Fale delikatnie uderzały o kadłub.

Liny wisiały nieruchomo.

Nawet wiatr zdawał się odpoczywać.

Kilku marynarzy spało opartych o beczki.

Inni przykryli się płaszczami i zasnęli tam, gdzie wcześniej walczyli z wodą.

Po raz pierwszy od wielu godzin wszystko wyglądało normalnie.

Spokojnie.

Bezpiecznie.

I wtedy…

Statek drgnął.

Lekko.

Prawie niezauważalnie.

Szafira odwróciła głowę.

Obsydian podniósł wzrok znad map.

Przez pokład przebiegł cichy trzask drewna.

Nastąpił drugi ruch.

Mocniejszy.

Statek przechylił się na bok.

Nie było wiatru.

Nie było fali.

Nie było sztormu.

A jednak cały okręt wyraźnie pochylił się w jedną stronę.

Kubek stojący przy mapach zsunął się ze stołu.

Kilka osób z załogi gwałtownie się obudziło.

Na pokładzie zapadła cisza cięższa niż wcześniej.

Kapitanie… — odezwał się ktoś w ciemności.

Szafira nie odpowiedziała.

Patrzyła przed siebie.

Bo po raz pierwszy od początku wyprawy wiedziała jedno.

To nie był przypadek.

Nocny wpis do pokładu

⚓️

Gdy większość załogi odpoczywała po trudach minionego dnia, na pokładzie nadal paliło się jedno światło.

Obsydian pochylał się nad mapami.

Kompas wciąż nie dawał odpowiedzi.

Po obu stronach wyrastały ciemne ściany gór, a morze było spokojniejsze niż kiedykolwiek wcześniej.

Zbyt spokojne.

Tego wieczoru nikt jeszcze nie wiedział, że cisza również potrafi być ostrzeżeniem.

🌙

Witaj, nowy tygodniu

Drodzy.

W minionych dniach róże towarzyszyły nam wyjątkowo często.

🥀

Na krótkim filmie pojawiła się piękna róża w pastelowych barwach o którą walczyłam bardzo długo.

Na temat tej trudnej walki o jej istnienie pisałam w jednym z moich wcześniejszych postów.

Warto było o nią walczyć. Bo teraz jej kwiaty naprawdę zachwycają.

Refleksję nad jej zachwytem wyraziłam w recytacji utworu ; ,,Odrodzona Róża.” 🥀

Zachwyciłam się.

Byłam pod wrażeniem nie tylko jej piękna ale siły jaką w sobie niosła.

To wyraźnie pokazuje że nawet po trudniejszych chwilach można odnaleźć siłę, aby rozkwitnąć na nowo.

Podobnie jak w życiu, drodzy.

Czasami brakuje sił. A trudne sytuacje mogą zgasić w nas chęć do dalszego działania.

Odrodzona Róża też walczyła.

Jak ,,dzielna wojowniczka ”postanowiła trwać i nie poddać się.

I wygrała.

Piękny przykład wytrwałości. ❤️

A jednocześnie wskazówka.

Wskazówka, która uczy wytrwałości.

Nadziei i wiary w to, że tak jak Róża można wzrastać. I że można podnieść się ponownie nawet wtedy, gdy życie zbyt bardzo nas doświadcza.

W kolejnym etapie mieliśmy także wiersz „Dotyk o poranku”, który miałam przyjemność recytować w towarzystwie mojego ukochanego poety ~Mila, pokazując piękno ukryte w prostych chwilach codzienności.

Dlatego nowy tydzień chciałabym powitać właśnie tą czerwoną różą, ozdobioną kroplami deszczu.

Niech przypomina nam, że nawet po pochmurnym poranku można zachwycić się tym, co przynosi dzień.

Życzę Wam, drodzy spokojnego tygodnia, dobrych myśli, życzliwych ludzi wokół i wielu małych chwil, które potrafią wywołać uśmiech.

🍀

Z Tomika wierszy Kasi

Drodzy.

Dziś wraz z Milo przesyłamy Wam serdeczne pozdrowienia.

Już dzisiaj zapraszam Was serdecznie z moim małym poetą Milo na kolejną recytację wiersza na Facebooku.

A tymczasem już wkrótce w tej właśnie kategorii poezji mój wiersz.

Wiersz zagościł w moim tomiku wierszy, a dzisiaj z wielką przyjemnością wybrzmi dla Was ;

,,Dotyk o Poranku”~Róże 🥀

Milo, jak zawsze, jest gotowy do słuchania poezji i pilnowania notatek, a ja życzę Wam spokojnej chwili z filiżanką ulubionego napoju i odrobiną poetyckiej refleksji.

☕️🌿

Do zobaczenia przy kolejnym wierszu.

Z sercem dla Was

🩵

Katarzyna i Milo.

Poranki z Kasią

🕊️

Niedzielny poranek przypomina nam, że nie wszystko musi dziać się szybko.

Czasem warto usiąść na chwilę z filiżanką ulubionej kawy, spojrzeć za okno i zauważyć rzeczy, które na co dzień umykają w pośpiechu.

Niech ten dzień przyniesie Wam spokój, życzliwość i chwilę tylko dla siebie.

A już później spotkamy się ponownie przy poezji i wspólnych refleksjach na Facebooku i tutaj.

🩵

Dziękuję, że towarzyszycie mi w tej miłej podróży przyodzianej w wyborne i tkliwe słowa poezji płynące prosto z serca.

Spokojnej niedzieli życzę wszystkim z całego serca.

Złote Myśli ✨

Podsumowanie tygodnia

Drodzy.

Każdy tydzień zapisuje się inaczej.

Niektóre dni przynoszą wielkie wydarzenia, inne pozostawiają po sobie drobne chwile, które z czasem nabierają wyjątkowego znaczenia.

Minione dni były właśnie taką mozaiką małych radości, refleksji i spotkań z naturą.

🌿

Tydzień rozpoczął się od „Poranków z Kasią”, którym towarzyszyły spokojne myśli płynące prosto z serca.

Wspólnie podziwialiśmy również czarny bez – prawdziwe „koraliki natury”, które zachwycały swoim pięknem.

Ważnym momentem była także publikacja materiału o Szopowisku.

Mogliśmy bliżej poznać miejsce tworzone przez ludzi o wielkich sercach, którzy każdego dnia poświęcają swój czas i energię, aby pomagać zwierzętom potrzebującym opieki i bezpieczeństwa.

W poetyckiej części tygodnia szczególne miejsce zajęła recytacja wiersza „Odrodzona Róża”.

🥀

To refleksja przypominająca, że nawet po trudnych doświadczeniach można odnaleźć siłę do dalszego wzrostu i ponownego rozkwitu.

Podczas jednego z treningów z Milo spotkaliśmy maki, które stały się inspiracją do stworzenia wiersza „Szept maków”.

Powstał również krótki film ukazujący ich piękno w naturalnym otoczeniu.

W ogrodzie nie zabrakło nowych odkryć.

Pokazywałam Wam lawendę, hortensję ogrodową, która mimo wysokich temperatur dzielnie znosi letnie dni, a także młode dalie Le Baron i David Howard.

Rozpoczęły się również pierwsze przygotowania do stworzenia dla nich przyjaznego miejsca do dalszego wzrostu.

W Balladzie „W Ogrodzie Różanym” towarzyszyliśmy Serafinie podczas rozmowy z ojcem oraz śledziliśmy dalsze losy Juliana zmierzającego ku Dworowi.

Choć Armand pozostawał poza głównymi wydarzeniami, nadal jest obecny w historii i pamięci czytelników.

Na morzu Szafira i Obsydian prowadzili swoją załogę przez kolejne tajemnice.

Wspólna walka z zagadkowymi kroplami pokazała siłę współpracy, a cisza, która nadeszła później, przyniosła chwilę wytchnienia zarówno marynarzom, jak i czytelnikom.

Tydzień zakończył się kolejną opowieścią o małym koniku morskim, który już na stałe zagościł w naszych piątkowych wieczorach.

Dziękuję wszystkim, którzy byli ze mną przez te dni – za obecność, komentarze, wiadomości i każde dobre słowo.

Życzę Wam spokojnego weekendu, pełnego odpoczynku, życzliwości i chwil, które pozostaną w sercu na długo.

Z sercem dla Was🩵
📘 Kup książkę