W cieniu własnych myśli

Wieczór powoli otulał wnętrze gabinetu ciepłym światłem lampy, lecz Julian wciąż pozostawał zamyślony.

Na biurku leżały szkice, listy i kilka niedokończonych notatek, którym od dłuższego czasu nie potrafił poświęcić pełnej uwagi.

Myśli nieustannie wracały gdzieś dalej.

Do Dworu.

Do miejsca, które pamiętał nie tylko ze względu na sztukę i obrazy zdobiące ściany starych salonów, lecz także przez niezwykły spokój, jaki tam odnajdywał.

Ojciec Serafiny darzył go dużym szacunkiem.

Cenił jego wiedzę, sposób prowadzenia rozmów i kulturę, która w dzisiejszych czasach stawała się coraz rzadsza.

Julian nigdy nie należał do ludzi pochopnych.

Potrafił słuchać uważnie, mówił niewiele, lecz z wyraźnym spokojem człowieka, który zna własną wartość.

Sztuka była dla niego czymś więcej niż tylko pasją.

Była próbą zrozumienia świata i emocji, których nie sposób wyrazić zwykłymi słowami.

A jednak ostatnimi czasy nawet obrazy nie przynosiły mu pełnego ukojenia.

Coś nie pozwalało mu zaznać spokoju.

Dlatego coraz częściej wracał myślami do Dworu Serafiny.

Jakby przeczuwał, że właśnie tam czeka odpowiedź na pytania, których jeszcze nie potrafił nazwać.

Spacer w ogrodzie róż

Po krótkim spotkaniu z ojcem Serafina na moment zamilkła.

W jego słowach było coś, nad czym nie chciała jeszcze zbyt długo się zatrzymywać.

Została w ogrodzie aż do wieczora.

Chciała pobyć ze swoimi różami w samotności.

🌹

To właśnie tam odnajdywała ciszę, której tak bardzo potrzebowała.

Wśród róż, kamiennych alei i delikatnego śpiewu ptaków świat wydawał się spokojniejszy , jakby czas płynął wolniej, łagodniej.

Ogród był dla niej czymś więcej niż tylko pięknym miejscem.

Był schronieniem.

Uwielbiała przechadzać się pomiędzy alejkami, dotykać płatków róż i z czułością pielęgnować każdą z nich.

To właśnie tutaj mogła ukryć swoje myśli przed światem.

Każda róża przypominała jej, że nawet delikatność potrafi przetrwać burze.

Każdy podmuch wiatru koił myśli, które nosiła głęboko w sercu.

A jednak nawet w tej ciszy pozostawała ostrożna.

Bo w jej sercu istniała tajemnica, o której wiedziała tylko ona sama.

Serafina uwielbiała przebywać sama pośród kwiatów.

Tam nie musiała niczego udowadniać.

I tam mogła być sobą. 

I może właśnie dlatego ogród był jej najbliższy.

Bo pozwalał uciec do świata, który należał wyłącznie do niej.

Cicha obecność

Krople spadały dalej.

Już nie pojedynczo.

Coraz gęściej.

Ciężej.

Jakby nie pochodziły z deszczu.

Jakby… coś znajdowało się nad nimi.

Morze pozostawało niespokojnie ciche.

Fale uderzały o kadłub równym rytmem, ale powietrze wokół statku zmieniło się niepostrzeżenie.

Załoga zaczęła spoglądać ku niebu coraz częściej.

Niektórzy przerywali pracę tylko na chwilę.

Inni ocierali wodę z twarzy i dłoni, próbując zrozumieć, dlaczego krople są tak ciężkie i zimne.

Nie przypominały zwykiego deszczu.

Spadały wolno.

Prawie miarowo.

I zostawiały po sobie ślady na deskach pokładu.

Szafira stała nieruchomo na mostku.

Nie zatrzymała okrętu.

Nie zmieniła kursu.

Choć widziała, że uwaga załogi zaczyna odpływać od tego, co najważniejsze.

Jej wzrok przesunął się po żaglach, linach i marynarzach.

Utrzymać szyk. — powiedziała spokojnie.

Nie podniosła głosu.

Nie musiała.

Kurs bez zmian.

Słowa przecięły szum rozmów jak cichy rozkaz, którego nie dało się zignorować.

Załoga wróciła do pracy.

Liny zostały napięte.

Żagle ustawione.

Ruch na pokładzie odzyskał rytm.

Ale krople nadal spadały.

Obsydian stanął obok kapitana.

Spojrzał w niebo, potem na pokład, gdzie woda zaczynała zbierać się pomiędzy deskami.

Na rozkaz Szafiry…

utrzymać kurs.

Żagle w gotowości.

Nie odrywać wzroku od pracy.

Krótko.

Precyzyjnie.

Bez zbędnych słów.

Tak jest! — odpowiedziała załoga niemal jednym głosem.

Wiatr poruszył żaglami.

Najpierw lekko.

Potem mocniej.

Krople zaczęły uderzać o drewno coraz intensywniej.

Ciężkie.

Gęste.

Nienaturalne.

Pokład szybko pokrywał się wodą, która nie spływała tak, jak powinna.

Obsydian zmarszczył brwi.

Kapitanie

Szafira nie odwróciła wzroku od horyzontu.

W oddali niebo było coraz ciemniejsze.

A wiatr… zmieniał kierunek.

Nagle silniejszy podmuch przeszedł przez cały okręt.

Żagle napięły się gwałtownie.

Liny zatrzeszczały.

Kilku marynarzy odruchowo spojrzało ku górze.

Krople nadal spadały.

Coraz cięższe.

Coraz liczniejsze.

Jakby niebo powoli otwierało nad nimi coś… czego morze nie chciało jeszcze ujawnić.

Wśród gór

Statek wpłynął między góry.

Nie były już tylko zarysem na horyzoncie.

Otaczały ich teraz z każdej strony.

Wysokie, surowe, milczące.

Ściany skalne wznosiły się niemal pionowo, a ich cień pochłaniał światło, które jeszcze niedawno prowadziło ich przez morze.

Powietrze stało się cięższe.

Gęstsze.

Jakby każdy oddech miał znaczenie.

Załoga spojrzała po sobie.

Bo nagle… zaczęły pojawiać się krople.

Nie pojedyncze.

Nieprzypadkowe.

Spadały na pokład coraz częściej.

Cicho, rytmicznie… niepokojąco.

A jednak nikt się nie poruszył.

Załoga stała w zwartym szyku.

Spokojnie.

Bez strachu.

Choć nikt nie wiedział, skąd się pojawiły.

Ktoś uniósł dłoń, sprawdzając wilgoć.

To nie jest deszcz…

Padła odpowiedź z załogi.

Morze tak nie oddycha.

Zapadła cisza.

Nie ciężka.

Nie pusta.

Cisza, która coś ukrywała.

Szept rozszedł się po pokładzie.

Słyszałem kiedyś… o Strażniku…

Mówili, że nie zawsze się pokazuje…

Że jego obecność czuć, zanim się go zobaczy…

Jedni wracali do opowieści.

Inni szukali logiki.

Ale nawet ci najbardziej racjonalni zaczęli patrzeć w górę częściej, niż chcieli przyznać.

Krople spadały dalej.

Już nie pojedynczo.

Coraz gęściej.

Ciężej.

Jakby… coś było nad nimi.

Podsumowanie tygodnia

Drodzy,

kolejny piątek minął szybko, jak piękny dzień,

który na chwilę zostaje z nami, aby ustąpić miejsca kolejnym chwilom.

To był spokojny tydzień.

Pełen małych, ważnych momentów.

W opowieści dla Was wiele się poruszyło.

„W Ogrodzie Różanym” 🥀

Armand ruszył w drogę z myślą, która nie dawała mu spokoju.

Serafina zatrzymała się… jakby czuła więcej, niż potrafiła jeszcze nazwać.

I gdzieś między nimi zaczyna dziać się coś, co dopiero z czasem nabierze znaczenia.

,,Morska Wyprawa”

Nie każda droga daje pewność ale są takie, które mimo wszystko trzeba wybrać

Szafira zdecydowała płynąć w stronę gór.

Ich ściany wznosiły się pionowo, pochłaniając światło i dźwięk, pozostawiając po sobie ciszę cięższą niż morze.

Na pokładzie zapadło skupienie.

Nie było wątpliwości wśród załogi.

Odważnie płyną w stronę gór

Gotowi na wszystko,

zjednoczeni i pełni zaufania do siebie.

Ale na pokładzie niespodziewanie pojawiły się krople ciche, niepokojące.

A jednak nikt nie stracił spokoju.

Bo czasem nie chodzi o to, aby wszystko rozumieć,

ale o to, aby mimo niepewności płynąć dalej

we właściwym kierunku.

🌊

Natomiast w moim ogrodzie wiele się wydarzyło.

Śliweczka rośnie, a jej małe „dzieci” możecie obserwować na bieżąco.

Krzewuszka i inne rośliny powoli nabierają kształtu.

Wrzosy znalazły swoje miejsce.

To wszystko tworzy przestrzeń, która z tygodnia na tydzień zaczyna żyć coraz bardziej.

A gdzieś pomiędzy tym wszystkim codzienność.

Chwile z Milo na rowerze i wspólne momenty, związane z wierszami dla Was

Złote Myśli, które tak bardzo lubicie, a które niezmiennie tworzę dla Was z serca.

I ten zwykły czas, który wcale nie jest taki zwykły.

Cały czas pracuję nad tomikiem.

Powoli dobiega końca 📖

To proces, który wymaga czasu, skupienia i serca.

Dlatego nie zawsze wszystko pojawia się tak szybko, jakbym chciała.

Być może w niedzielę wrócę do Was z wierszem, jeśli tylko znajdę na to przestrzeń.

Bo tworzenie to nie tylko chwila ale to czas, który trzeba znaleźć.

Dziękuję, że jesteście i dziękuję za każde dobre słowo.

Z sercem dla Was

Katarzyna

,,Niech Wam się darzy to co najlepsze “

Przyjaciel, który wie więcej

Dwór stał cicho, jakby czas zatrzymał się przed jego bramą.

Armand zsiadł z konia bez pośpiechu.

Nie potrzebował zapowiedzi.

To miejsce znało jego kroki.

Jak miły powrót do wspomnień. 

Drzwi otworzyły się zanim zdążył zapukać.

Wiedziałem, że przyjedziesz — padło spokojnie.

Armand uniósł wzrok.

Więc wiesz też dlaczego.

Przyjaciel nie odpowiedział od razu.

Zaprosił go gestem do środka.

W pomieszczeniu panował półmrok.

Światło świecy drżało lekko, jakby i ono nie było pewne tego spotkania.

Armand przesunął spojrzeniem po wnętrzu, jakby szukał w nim czegoś więcej niż tylko miejsca rozmowy.

Cisza przeciągnęła się o chwilę za długo.

Wyjdźmy — powiedział w końcu.

Przyjaciel skinął głową.

Drzwi zamknęły się za nimi cicho.

Noc była spokojna.

Zbyt spokojna, jak na ciężar, który przynieśli ze sobą.

Powietrze było chłodne, a światło księżyca rozlewało się miękko po kamiennej ścieżce.

Armand zatrzymał się.

Uniósł wzrok ku niebu.

Jakby w tej ciszy, między światłem a cieniem,

szukał odpowiedzi, których nie potrafił znaleźć w słowach.

Przyjaciel stał obok.

Nie przerywał tej chwili.

Obserwował go spokojnie, jak ktoś, kto widzi więcej, ale nie mówi wszystkiego od razu.

Dopiero po chwili Armand odwrócił się.

List zaginął — powiedział wprost.

A ja nie wierzę w przypadki.

Cisza przeciągnęła się o ułamek sekundy za długo.

Przyjaciel milczał.

Ta cisza była wymowna.

Rozejrzał się niespokojnie, jakby coś powstrzymywało go przed odpowiedzią.

Jakby nie był pewien, czy to, co wie powinno zostać wypowiedziane.

Nie wiem… — odparł w końcu.

Słowa padły zbyt ostrożnie.

Zbyt lekko, jak na ciężar, który niosły.

Armand zrobił krok bliżej.

To coś więcej… przyjacielu.

Nie było w tym oskarżenia.

Tylko pewność.

To jedno zdanie wystarczyło.

Armand wiedział już, że odpowiedzi nie będą proste.

A prawda… może nie należeć do tych, które chce się usłyszeć.

Czasami nie wszystkie odpowiedzi przynoszą spokój niektóre dopiero go odbierają.

Tam gdzie nurt prowadzi ciszę

,,Opowieści z głębin”

🌊

W głębinach wszystko dzieje się inaczej.

Cisza nie jest pustką jest przestrzenią.

To właśnie tam można zrozumieć, że nie każda reakcja musi być natychmiastowa, a nie każda odpowiedź musi pojawić się od razu.

Konik morski nie spieszył się.

Nie próbował udowadniać swojej siły.

On po prostu był.

I w tym „byciu” było więcej mądrości,

niż w niejednej walce.

Bo czasem wystarczy zaufać… życiu i pozwolić płynąć ze spokojem serca

W głębinach, gdzie prądy morskie splatają się w niewidzialne ścieżki, drobny i mały konik morski znów ruszył w swoją drogę.

Nie szukał kierunku.

Nie próbował wyznaczać trasy.

Pozwalał, aby nurt prowadził go tam, gdzie sam nie odważyłby się popłynąć.

Inne stworzenia wybierały siłę.

On wybierał zaufanie.

Bo wiedział, że są chwile, w których nie trzeba wiedzieć dokąd się zmierza.

Wystarczy zaufać, że życie poprowadzi nas tam, gdzie powinniśmy być.

Ale pewnego dnia prąd stał się silniejszy niż zwykle.

Niepokój pojawił się w wodzie, a wraz z nim poruszenie wśród mieszkańców oceanu.

Niektórzy zawracali.

Inni próbowali walczyć.

On… płynął dalej.

Nie dlatego, że nie czuł strachu.

Ale dlatego, że nie pozwolił, aby strach decydował za niego.

Z każdym ruchem wody uczył się czegoś nowego.

Z każdym oddechem oceanu rozumiał więcej.

A gdy nurt w końcu ucichł okazało się, że dotarł w miejsce, którego nigdy wcześniej nie widział.

Spokojne.

Ciche.

Pełne światła, które docierało tam łagodnie.

I wtedy zrozumiał…, że czasem to właśnie te drogi, których nie planujemy,

prowadzą nas najdalej.

🩵

„Te opowieści powstają z potrzeby zatrzymania się…i spojrzenia na życie z innej perspektywy.

Spokojnej i cichej jak delikatnie fale na morzu, które pozwalają płynąć przez życie z odwagą i zaufaniem w sercu.”

Kolejna opowieść już w przyszłym tygodniu. 

Z sercem dla Was

♡Katarzyna

Podwodny Świat

🪼

Spacer w ogrodzie Róż

Serafina wyszła do ogrodu.

Nie po odpowiedzi.

Po ciszę.

Powietrze było spokojne, a noc układała myśli łagodniej niż słowa.

A jednak…obraz nie dawał jej spokoju.

Cień, który się pojawił, nie był tylko śladem farby.

Był czymś więcej.

Czymś, czego nie potrafiła jeszcze nazwać.

Szła powoli, jakby każdy krok miał przybliżyć ją

do zrozumienia.

Ale nie wszystko przychodzi od razu.

Niektóre rzeczy najpierw trzeba poczuć.

Cisza między górami

Nie każda droga daje pewność…

ale są takie, które mimo wszystko trzeba wybrać.

Statek ruszył.

Spokojnie, niemal dostojnie, zbliżał się do masywnych gór, które z każdą chwilą zdawały się rosnąć w oczach załogi.

Nie były tylko przeszkodą.

Były obecnością.

Wysokie, surowe, niemal nierealne jakby wyrzeźbione nie przez czas, lecz przez coś starszego niż świat.

Ich ściany wznosiły się pionowo, pochłaniając światło i dźwięk, pozostawiając po sobie ciszę… cięższą niż morze.

Na pokładzie zapadło skupienie.

Oddechy marynarzy stały się głębsze, wolniejsze, jakby każdy z nich instynktownie próbował odnaleźć w sobie równowagę wobec tego, co ich otaczało.

Nie było paniki.

Była świadomość.

Szafira i Obsydian stali blisko siebie.

Nie potrzebowali słów.

Ich spojrzenia spotkały się tylko na moment

wystarczająco długo, aby potwierdzić to, co już wiedzieli.

Zaufanie.

Nie było w nim wątpliwości.

Jakby oboje rozumieli, że tylko jedność załogi i

zwarty, niewzruszony szereg może utrzymać kurs.

Między siłą, która nie poddaje się logice.

I wtedy… coś się zmieniło.

Nie od razu.

Nie gwałtownie.

Najpierw była jedna kropla.

Cicha.

Niemal niezauważalna.

Upadła na pokład, zostawiając ślad,

który nie przypominał wody z morza.

Potem kolejna.

I jeszcze jedna.

Załoga spojrzała po sobie.

Nikt nie mówił głośno ale każdy to zauważył.

Nie padało.

Nie było mgły.

A jednak krople pojawiały się znikąd.

Jakby coś nad nimi… oddychało.

Obsydian podniósł wzrok.

Nie w stronę nieba lecz wyżej.

Tam, gdzie światło nie sięgało w pełni.

Kapitanie… — odezwał się cicho.

Szafira nie odwróciła się od razu.

Jakby już wiedziała.

Wiem.

Jedno słowo.

Wystarczyło.

Nie padło więcej.

Nie było potrzeby.

Strażnik.

Obecny.

Cichy.

Czuwający.

Zostawili to dla siebie.

Nie dlatego, że się bali.

Ale dlatego, że spokój załogi był teraz ważniejszy niż prawda, której nie dało się jeszcze wyjaśnić.

I wtedy…zerwał się wiatr.

Cichy towarzysz morza

Opowieści z głębin

🌊

Drodzy,

Wiecie, że mam słabość do koników morskich.

Dlatego postanowiłam zabrać Was w małą podróż… w głąb morza.

To będzie przestrzeń ciszy, głębi i spokoju.

Miejsce, w którym nie wszystko trzeba przyspieszać.

Od teraz, co jakiś czas, będą pojawiać się tu krótkie opowieści o pewnym małym, dzielnym stworzeniu,

które nie walczy z falą lecz uczy się z nią płynąć.

,, Cichy towarzysz morza “

W głębinach, gdzie światło dociera tylko czasami,

a cisza ma swój własny rytm, żył mały konik morski.

Nie był najszybszy.

Nie był też najsilniejszy.

Nie wyróżniał się tym, co świat często uznaje za przewagę.

A jednak miał w sobie coś wyjątkowego.

Spokój i odwagę.

Gdy woda zaczynała drżeć, a prądy stawały się niespokojne, inne stworzenia przyspieszały, walczyły, uciekały.

On… zatrzymywał się.

Nie z bezsilności, lecz z zaufania.

Nie walczył z falą.

Pozwalał jej przepłynąć.

Obserwował.

Czekał.

Bo wiedział coś, czego nie da się nauczyć w pośpiechu, że nie każdą siłę trzeba pokonać.

Niektóre wystarczy zrozumieć.

I może właśnie dlatego, gdy woda znów stawała się spokojna, on jako jeden z nielicznych zawsze odnajdywał swoją drogę.

🩵

Czasem największą siłą nie jest walka

lecz spokój, który pozwala przetrwać wszystko.

To dopiero początek opowieści o małym dzielnym morskim koniku.

Kolejna część już w przyszły czwartek.

Z sercem dla Was

♡ Katarzyna

📘 Kup książkę 💙 Wesprzyj blog