Wieczór powoli otulał wnętrze gabinetu ciepłym światłem lampy, lecz Julian wciąż pozostawał zamyślony.
Na biurku leżały szkice, listy i kilka niedokończonych notatek, którym od dłuższego czasu nie potrafił poświęcić pełnej uwagi.
Myśli nieustannie wracały gdzieś dalej.
Do Dworu.
Do miejsca, które pamiętał nie tylko ze względu na sztukę i obrazy zdobiące ściany starych salonów, lecz także przez niezwykły spokój, jaki tam odnajdywał.
Ojciec Serafiny darzył go dużym szacunkiem.
Cenił jego wiedzę, sposób prowadzenia rozmów i kulturę, która w dzisiejszych czasach stawała się coraz rzadsza.
Julian nigdy nie należał do ludzi pochopnych.
Potrafił słuchać uważnie, mówił niewiele, lecz z wyraźnym spokojem człowieka, który zna własną wartość.
Sztuka była dla niego czymś więcej niż tylko pasją.
Była próbą zrozumienia świata i emocji, których nie sposób wyrazić zwykłymi słowami.
A jednak ostatnimi czasy nawet obrazy nie przynosiły mu pełnego ukojenia.
Coś nie pozwalało mu zaznać spokoju.
Dlatego coraz częściej wracał myślami do Dworu Serafiny.
Jakby przeczuwał, że właśnie tam czeka odpowiedź na pytania, których jeszcze nie potrafił nazwać.